Nooo ale się cieszę. Aż ręce zacieram, tak bardzo lubię rozmawiać o jedzeniu. No może bardziej jeść… albo jedno i drugie tak samo bardzo. Sama nie wiem. 😉

Kto lubi owoce morza to Portugalia jest zdecydowanie dla niego. To tradycja i “chleb powszedni”. I w całe się nie dziwię! Mają do nich dostęp, więc mogą eksperymentować wymyślając nowe kombinacje na świeżo poławianych rybach i owocach morza. W każdym regionie Portugalii smakują inaczej, zależy to od ciepłoty i zasolenia wody.

Na zdjeciu powyżej połączenie idealne dla moich kubków smakowych!

Makaron linguine, sos ostrygowy /sojowy, owoce morza, posiekaną świeżą natkę pietruszki i ostre chili, posypane parmezanem. 😉

Sałatka z ośmiornicy. Powiem Wam, że jadłam ją 2 razy w 2 miejscach i smakowała tak samo dobrze! Nie jest gumiasta, z wierzchu jest chrupiąca a w środku delikatna i rozpływała się w ustach. Podawana z ziemniakami, czosnkiem, oliwą (tego było ciut za dużo jak na mój gust). Jednak bardzo mi smakowało. W obu restauracjach okolo 13 euro). Nie polecę Wam konkretnej restauracji, ponieważ nie zawsze utrzymują wysoką jakoś. Najlepiej sprawdzać w TripAdvizor tak jak my robiliśmy. I pamiętajcie: im “naganiacz” bardziej zachęca do wejścia tym gorsza ma opinię w TripAdvizor.

Jednak spokojnie jak ktoś nie przepada za owocami morza to w Lizbonie znajdzie wiele innych smaków.

Powyżej hala targowa klik w Lizbonie. Teoretycznie można tu zjeść i kupić tradycyjne, regionalne i egzotyczne potrawy przygotowywane głównie na miejscu z lokalnych produktów. Mówię teoretycznie ….bo jest to tak tłoczne miejsce, że znalezienie wolnego miejsca siedzącego, ograniczyło z cudem a jedzenie na stojąco… nie dla mnie. Chyba że chcesz coś chwycić i lecieć dalej zwiedzać. 😉

My znaleźliśmy podobne miejsce ale bardziej kameralne. Kryło się za pomnikiem Króla Jana I mapa. Pamiętajcie jednak, że takie namioty rozstawione są okazjonalnie. Tu z okazji ” Festas de Lisboa” przypadające w połowie czerwca.

Tradycji było tam sporo! 😉 tradycyjne wina i trunki alkoholowe, sery, wyroby mięsne, kosmetyki, wyroby z korka, kafle małe i duże itd.

Upolowaliśmy tam posiekane, smażone 3 rodzaje kiełbas. Podane z chlebem lub bułką. Ja za mięsem i alkoholem nie przepadam. Jednak zjadłam ze smakiem. Danie było duże, tanie (około 6 euro) i tradycyjne.

Nie mam zdjęcia, przepraszam, za szybko zjedliśmy. 😉

Nadrabiam zaległości czymś co mnie urzekło. Pomijając owoce morza, grillowane sardynki, kiełbasy …. było coś jeszcze. Ba! Specjalnie po to bym wróciła do Lizbony jeszcze raz!!

Słodycze!

Cukierenek (Patisserie) w Lizbonie co niemiara. To dla mnie było prawdziwe wyzwanie… nie wejść do każdej!

Jednak najlepsza jest najdalej od centrum. W dzielnicy Belem. Pastel de Belem klik to cukiernia – fabryka założoną przez Mnichów Hieronimitów i to ich przepis jest tak dobrze strzeżony przez pokolenia. Legenda jest ciekawa: ponoć do krohmalenia szat mnisi używali białek jaj, zostawało im dużo żółtek, które wykorzystali do wymyślenia przepisu.

Same ciastka są przepyszne i unikatowe. Nie są ani za słodkie ani za miękkie. Pomimo, że nadzienie jest budyniowe to ciasto jest na tyle sztywne, że obie konsystencje się nie mieszają. Najlepiej smakują ciepłe, posypane cynamonem i cukrem pudrem. Ciastko jest o tyle unikatowe, że smakowało i mi i mojemu mężczyźnie, a mamy odmienne gusta.

Wielu jednak próbuje kopiować przepis z marnym skutkiem moim zdaniem. Tego ciastka trzeba spróbować będąc w Lizbonie, nie warto jednak jeść go w innym miejscu niż w oficjalnej fabryce.

Tak, na górze widzicie 2 zamówienia. Za pierwsze całe zamówienie zapłaciliśmy około 13 euro). Następnego dnia wróciliśmy na dokładkę 😉 proszę tego czynu nie komentować 😉 haha

Niech Was nie zwiodą tłumy, są tylko jeśli kupujesz na wynos. Polecam wejść do środka jest 400 miejsc śledzących i taras, który bardzo polubiliśmy!

To zdjęcie ze środka, zrobione jak już wychodziliśmy. Koło południa robi się tłok.

Grillowane sardynki, jakże mogłabym o nich zapomnieć! Zdjęcie “pożyczyłam” od Google co prawda, niestety nie miałam własnego ;( ale zapach unoszący się nad ulicami Lizbony pamiętam doskonale! I był to zapach a nie smrodek 😉 Podczas święta św. Antoniego miejscowi sami je grillują przed swoimi domami, przy muzyce i tańcach.

Na koniec coś mało tradycyjnego jednak mój Darek znalazł w TripAdvizor super miejsce! Miał ochotę na swoje ulubione danie -hamburgery.

Super knajpka klik z pewnością przypadnie do gustu każdemu kto ma ochotę na dobry posiłek i ciekawe podanie. W końcu nie wszędzie serwują czerwone albo czarne bułki … menu nie jest duże, jednak jest ciekawe. I każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet bez mięsa. Polecam!

Parę wskazówek:

Pamiętajcie, tripAdvizor, Google maps, mapsmy, i inne aplikacje przychodzą nam z pomocą. Nie bójcie się komunikacji miejskiej – korzystajcie. W końcu jesteście na wakacjach. A co do pamiątek: szukajcie wyrobów portugalskich i niech mają taki napis na sobie i najlepiej ręcznie robionych. Są droższe ale warto wspierać lokalne rękodzieła. My nasze na głównym deptaku znaleźliśmy.

Dziewczyna na miejscu wyszywała. klik

Podkładki pod kubki. Jest i korek i kafelka 😉 nieopodal szwalni.

Mam nadzieję, że miło się czytało.

Pozdrawiam! Buziaki!

Advertisements

9 Replies to “Smaki Lizbony!”

  1. Ciekawa jestem tych lokalnych produktów muszą dobrze smakować. Ja uwilbiam jeść ryby i wszystkie owoce morza. Napewno mogłabym dużo posmakować tamtejszego jedzenia….

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: